Kathryn Hart, Basha Maryanska, Kamila Wojciechowicz - METAMORPHOSIS

22 września - 30 września 2017


Artystyczne drogi i inspiracje autorek prezentujących swoje prace wydają się od siebie różne. A jednak ten zlepek (nieco?) różnych artystycznych światów wybrzmiewa (zaskakująco) harmonijnym akordem. I gdyby trzymać się muzycznych analogii, ten trójdźwięk zapowiada melodię raczej melancholijną w tonie, nostalgiczną. Chociaż, czy do końca? Dokładnego brzmienia utworu możemy się domyślać lub tworzyć własne melodie, ponieważ prace każdej z wymienionych artystek mają w sobie dużo niedopowiedzeń. Jednak sugestie kształtów (zamiast przedstawienia konkretnych przedmiotów czy istot), nierozpoznawalne zarysy i faktury  to działanie w pełni świadome dążące do uruchomienia wyobraźni odbiorcy.
Asamblaże Kathryn Hart stworzone z materiałów raczej powszechnych (drewno, płótno, drut, strzępki metalu) mogą przywodzić na myśl pierwotną, naturalną fascynację łączenia różnych obiektów w konstrukcje i nadawanie im wymyślnych znaczeń, tworzenie niesamowitych historii… choć jest to tylko jedna z możliwych interpretacji, gdyż celem artystycznych abstrakcyjnych instalacji (które przywodzą na myśl prace Rauschenberga lub - starsze - pogrywanie z obiektami znalezionymi Duchampa czy dadaistyczny kolaż) może być wywołanie konkretnych nastrojów: zagrożenia, furii czy euforii.
Twórczość Bashi Maryanskiej oscyluje pomiędzy abstrakcją czystą a mocno przetworzoną („zarysowaną”, „zamgloną”) rzeczywistością, na przykład w seriach miejskich krajobrazów, sylwetkach ludzi. Paleta jej barw, to w większości, pastele. Autorka przykłada też dużą uwagę do faktur, ukazując wypracowane przez lata własne sposoby ich tworzenia. Malarstwo akrylowe z elementami kolażu to dla artystki technika wiodąca - takie też prace ujrzymy na wystawie. Autorka ma też w swoim dorobku fotografie i kolaże.
Kamila Wojciechowicz zajmuje się grafiką, ilustracją i malarstwem. Inspiracje czerpie od najlepszych, wspinając się na barki tytanów (i klasyków zarazem) pokroju Dürera czy Veneziano, których pokornie kopiuje cyzelując warsztat, w drodze na szczyt. Tworzy też własne grafiki - w nastroju baśniowym o tematyce mitycznej. Z powodów lokalowych, warsztat graficzny, jak szczerze wyznaje, (chwilowo?) zamieniła na nieco bardziej współczesne narzędzie: wynalazek węgierskiego dziennikarza (długopis). Jej ostatnie prace to, z kolei, niewielkie asamblaże: zamknięte w kasetonach, wycięte z papieru kolorowe, bajkowe postaci, będące zabawą z plastyczną formą.

Bartosz Milewski




Powrót