Lepsza ja

08 lipca - 06 lipca 2017


Samoświadomość, kreatywność, zdrowie, asertywność, terapia, komfort psychiczny, cieszenie się życiem, realizowanie potrzeb, pragnień i celów, niezależność, wolność, poczucie spełnienia, dbanie o siebie, samoakceptacja, optymizm, aktywność, uroda, młodość, szczęście, dobre samopoczucie, sport, dieta, zdrowe odżywianie - czy te hasła brzmią znajomo?

Przyszło nam żyć w czasach, w których dążenie do kreowania nowej, lepszej, perfekcyjnej wersji siebie jest podstawą codziennego funkcjonowania. Ulepszanie siebie to nie tylko styl życia i moda, ale i siła napędowa rynku. Na tym dążeniu opierają się strategie marketingowe i reklama, tym żywią się media. Siłownie pękają w szwach, półki w sklepach uginają się od produktów ekologicznych, księgarnie pełne są poradników podpowiadających, jak żyć lepiej i zdrowiej i jak być szczęśliwym, Instagram został opanowany przez licznych guru fitnessu, a smartfony przez aplikacje treningowe. Liczymy kroki, kilometry, kalorie, wypite szklanki wody, długość i jakoś snu. Zalewają nas oferty warsztatów i kursów, dzięki którym zyskamy świadomość ciała, zdobędziemy siłę i pewność siebie, odnajdziemy szczęście. Ćwiczymy jogę, medytujemy i uczestniczymy w terapiach, a koncerny farmaceutyczne zbijają fortuny na lekach antydepresyjnych. Czy tego chcemy, czy nie, jesteśmy częścią kultury indywidualizmu i dyskursu terapeutycznego.

Przemiany życia społecznego ukształtowały współczesnego człowieka jako rozdartego pomiędzy pragnieniem bycia sobą a potrzebą akceptacji. Nie jesteśmy doskonali, bywamy w gorszej formie, ale wiemy już, że możemy sobie pozwolić na słabość. W obecny pęd ku zdrowiu i szczęściu wpisane jest też widmo porażki i zawodu. Dbanie o sprawne ciało może prowadzić do samooskarżeń i samopotępienia, a w konsekwencji do rozczarowania sobą i poczucia winy. Z czasem odkrywamy, że granica pomiędzy tym, co nam służy, a tym, co nam szkodzi, jest płynna. Jednak potrzeba ruchu nie zawsze jest podyktowana modą ani nie musi być socjologicznym dowodem na rozwój kapitalizmu - bywa, że biegamy, bo dzięki temu czujemy się lepiej.

Człowiek, ciało i ruch, doświadczenie cielesności, obecności, współdziałania, interakcji z drugim człowiekiem znalazły się wobszarze zainteresowania artystów. Obserwujemy ostatnio kolejny zwrot ku performansowi, a także włączanie tańca i choreografii w działania i programy instytucji sztuki. W ostatnich latach wystawy oparte na szeroko rozumianych działaniach performatywnych takich artystów, jak np. Tino Sehgal, Boris Charmatz czy Anne Imhof można było oglądać na całym świecie, również w Polsce. W Metropolitan Museum w Nowym Jorku odbywają się ćwiczenia sportowe (Museum Workout), w ramach ostatniego Berlin Biennale organizowano treningi interwałowe, Brooklyn Museum i Victoria and Albert Museum prowadzą zajęcia z jogi. 

Wystawa jest refleksją na temat współczesnej kultury indywidualizmu, jej przyczyn, efektów i skutków ubocznych. Składa się z działań, performansów, treningów i warsztatów z udziałem publiczności, a jej przestrzeń stanie się sceną, siłownią, salą do jogi i gabinetem terapeutycznym oraz miejscem rozmowy. Sale galerii nie będą służyć prezentacji obiektów sztuki, wypełnią je ludzie i działania. Przez siedem tygodni trwania wystawy widzowie będą mogli zobaczyć teatrzyk Dominiki Olszowy, wziąć udział w treningach i konsultacjach dietetycznych Niny Cristante, uczestniczyć w warsztatach, próbach i performansach choreografek z Centrum w Ruchu, doświadczyć sesji hipnozy Xavier Cha, nauczyć się płakać dzięki Cally Spooner, poznać Pamelę wykreowaną przez Martę Ziółek, poddać się terapii Jennifer Lacey i wziąć udział w praktyce skakania z Pawłem Sakowiczem.

 

Kurator - Magdalena Komornicka




Powrót